Wypytaj.pl

BellaSwan
  • Ostatnio online
  • Zadanych pytań 721833
  • Otrzymanych odpowiedzi 45032
  • Otrzymanych pytań 1339
  • Zignorowanych pytań 4
  • Udzielonych odpowiedzi 978

Wypytaj użytkownika BellaSwan:

Pytanie nr 19 200 908

wiktoriartk

wiktoriartk

co sądzicie o moim 1 rozdziale 5 cz zmierzchu? Pomysł Od czasu kiedy należę do wampirzego świata bez myśli, że Volturi mogą znów nas nawiedzić  w złych zamiarach jest cudownie.To znaczy wiem, że kiedyś jeszcze do nas wrócą dokończyć  sprawy, których nie skończyli w taki sposób jaki mieliby zamiar.Ich planem było przekonać  wampiry o bardzo ważnych i potrzebnych talentach do dołączenia do nich, a resztę, która okazałaby się zbędna zabić. Świadkowie, którzy do nich należeli mieliby roznieść po całym świecie ,że Volturi nie mieli innego wyjścia, a i tak postąpili dobrze niektórym darując życie.Byłoby to oczywiście kłamstwo, ale nikt by się mu nie sprzeciwił, gdyż groziłoby to karą śmierci.Żałuję tylko ,że Renesmee miała z nimi styczność i już zostawili jakikolwiek ślad w jej pamięci.Wiem to, bo nieraz nam ich pokazuje.Jednak nikomu nie jest łatwo ich oglądać, ponieważ przypominają nam się dni, w których Alice i Jasper od nas odeszli, lęk i strach o Renesmee, trudne i niecierpliwe wyczekiwanie walki, bojaźliwość, że już nigdy się nie zobaczymy.Jak to dobrze, że Alice zdążyła wtedy na czas.Inaczej....Nie nawet nie chce o tym myśleć.Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.Jednak ostatnio cały czas powraca do mnie jedna myśl, a raczej uczucie.Jest to tęsknota za przyjaciółmi i mamą, bo z tatą widuję się codziennie.Pozwalam sobie na nie ,ponieważ wiem, że spotykając się z nimi na pewno nie zrobiłabym im krzywdy, gdyż Charlie przychodzi do Cullenów codziennie i jeszcze ani razu nie miałm ochoty się na niego rzucić i uśmiercić, ponieważ za bardzo go kocham.Co prawda Mike,Jesica,Angela,Eric i Taylor nie należą do mojej rodziny, lecz również darzę ich silnymi uczuciam.Za bardzo się do nich przywiązałam by móc pogodzić się z ich odejściem do świata umarłych i jeszcze z mojego powodu.Znienawidziłabym się za to.Na całe szczęście Renesmee mnie uodporniła.tzn. przebywając z nią przyzwyczaiłam się do zapachu ludzkiej krwi .Więc wpadłam na pewien pomysł.Mam nadzieję, że innym się spodoba, choć pewnie Alice nie trzeba będzie tego powtarzać dwa razy. -Mam pomysł-powiedziałam podekscytowana. -Jaki?-spytal Edwrad. -Skoro nigdy nie zrobiłam krzywdy Charliemu to już nie jestem zagrożeniem dla ludzi. -Prawda kochanie. -To..........hm.........Mogłabym się spotkać z przyjaciółmi i z mamą.-Tak bardzo za nimi tęsknię pomyślałam.Nie chciałam mówić tego na głos by nie zranić Edwarda.Zaraz zrzucił by winę na siebie,że obarczył mnie takim losem i odizolował od bliskich.Nie chciałam by tak myślał, bo to nie prawda. -Dobrzę, ale masz jeszce ochotę poudawać człowieka czy zmieniasz jadłospis jeśli chodzi o obiad?-zażartował Emmet. -Bardzo śmieszne.To, że jestem najsilniejszym wampirem w domu to nie znaczy, że zrobię im krzywdę.-odgryzłąm się mu. -Ten okres trwa tylko rok, więc niedługo rodzinny ranking siły będzie taki jak kiedyś -Dobrze, dobrze -uległam dla spokoju-To mogę się z nim spotkać ?-zapytałam błagalnie. -Możesz, ale kiedy?-spytał Edward. -Myślałam o wyprawieniu przyjęcia.Co wy na to? -Super!Kolejna impreza!Jupi!-ucieszyła się Alice. -Jesteś na to gotowa?-zapytał cała reszta -W 100 %.-Rosalie podeszła do mnie z Renesmee na rękach, a ona jak zwykle położyła mi swoją cieplutką raczkę na moim chłodnym poliku.Jaka była między nami różnica temperatury.Odtworzyła mi scenę przyjęcia co oznaczało, że zgadza się na moją prośbę.W jej wizji przyjęcię wyglądało tak.  Alice dekorowała wszystko jak największą ilością balonów.Jasper,Emment i Edward w razie czego byli blisko mnie.Esme podawała gościom posiłki i napoje, a Carlise witał się i rozmawiał z odwiedzającymi.Było tak pięknie.Oby tak to wszystko wyglądało w rzeczywistości.Edwrad jak zwykle wszystko widział w swoich myślach i się lekko uśmiechnął.Gdyby moje serce biło na ten widok napewno by się zatrzymało lub odwrotnie hałasowało na cały salon.Jasper  widząc miny i czując emocje oglądających marzeń Renesmee  też uniósł swoje kąciki ust.Czasami się zastanawiam  jak ,,ludzie " tak twardzi jak my mogli wykonywać jakiekolwiek ruchy mięśniami.Na szczęście było to realne.Inaczej nasz świat byłby bardzo ponury.-Dobrze moje słoneczko.Zrobimy to przyjęcię tak ja to  sobie zażyczysz.-Renesmee miała już trzy latka ,wyglądała na trzynaście ,ale prawie nigdy nic nie mówiła ,choć umiała.Wolała używać swojego języka.Bardziej wyjątkowego, który ją wyróżniał i czynił  idealną. Po moich słowach klasnęła w dłonie i powiedziała -Zaczynajmy! Od teraz!Proszęęę!-Jej słodziutki,cieniutki głosik był jak miód na moje serce,jak śpiew skowronka dla mojego ucha.Nie mogłam się oprzeć.-Dobrze, ale pod jednym warunkiem, że twoją prawą ręką będzie ciocia Alice.-Dobrze -i z szerokim uśmiechem tak szerokim, że odsłoniła rządek swoich bielutkich kiełek poszła do swojej babci Esme po blok i długopis.Następnie z Alice poszły do stołu wszystko planować.Miło było się temu przyglądać.Dla mnie obie były ekspertkami.Jednak jak patrzyłam na Renesmee robiło mi się bardzo przykro, bo wiedziałam, że zostało jej 5 lat do zatrzymania wzrostu i końca dorastania.Zostało jej jeszcze pięć lat dzieciństwa, a w tym jeszcze będzie nastolatką, więc trzeba odjąć kolejne dwa lata.Ale postanowiłam się już nie zamartwiać, by nie psuć innym humoru.Alice powiedziała, że Renesmee prosi mnie bym do nich dołączyła i im pomogła.Teraz w naszym domu były cztery grupki.1, w której byłam ja,Renesmee i Alice.Planowałyśmy przyjęcię.2-Jasper i Emment.Oglądali mecz baseballu.3-Edward i Rosalie,którzy komponowali i grali piękne oraz różnorodne melodie.4-Esme i Carlise,którzy rysowali ,a dokładniej moja teściowa uczyła mojego teścia.Teraz razem z moimi ekspertkami ustalałyśmy listę gości.Mike Newton,Jesica Stanley,Angela Weber,Eric Yourkie i Taylor Crowley.Renesmee pokazała mi ich twarze.Od razu wiedziałam co to znaczy.Chciała bym jej coś o nich poopowiadała.No to  zaczęłam od Erica Yourkie, ponieważ z nim pierwszym rozmawiałam od mojego przyjścia do szkoły zaraz po przeprowadzce z Phoenix.-Pamiętam jak chciał zrobić o mnie artykuł, lecz odpuścił sobie zaraz po tym jak go zaczęłam błagać by o mnie nie pisał.Następnie bronił mnie przed innymi fotografami szkolnej gazetki.Był też o mnie zazdrosny.Wiedziałam to po tym jak w mojej obecności patrzyła na Mike.Bardzo mi to schlebiało, chociaż nic do niego nie czułam.Później Jesica Stanley.Zapoznałam ją na lekcji  języka hiszpańskiego.Następnie z nią i jej grupką przyjaciół siadałam w stołówce.Jednak po tym jak Edward mnie chwilowo zostawił skończyłyśmy z naszą przyjąźnią.Gdy byłam w depresji tata chciał mnie odesłać od mamy, bo zamknęłam się w sobie , z nikim się nie spotykałam i nie wychodziłam z domu, więc umówiłam się z Jess do kina.Po wyjściu zobaczyłąm grupkę  mężczyzn do których podeszłam ,a jednym z nich nawet przejechałam się na motorze.Powiedziała mi wtedy, że mogło mi się coś stać, on mógłbyc psychopatą i, że chyba zwariowałam.Wtedy to był koniec.-Wcale nie.-wtrącił się Edward.-Czytałem jej w myślach i kolegowała się z tobą tylko i wyłacznie ,żeby się zbliżyć do Mike ,bo się w tobie podkochiwał.NIe chciałem cię zranić .Chciałem tylko, żebyś znała prawdę.Więc już dawno ze sobą skończyłyście.-Nie powiem zalała mnie fala smutku, ale domyślałam się tego.-Dalej.Mike Newton.Był dla mnie cały czas bardzo miły, a potem pracowaliśmy razem w sklepie jego matki ze sprzętem sportowym.Ostatni.Taylor Crowley.Dzięki niemu poznałam pierwsze talenty twojego ojca.Pewnego dnia gdy wjeżdżał na parking szkolny inne auto wyjeżdżało ,więc żeby nie dopuścić do stuczki skręcił i pędził prosto na mnie.Oczywiście jak Edward to zobaczył pędem do mnie podbiegł i odepchnął jedną ręką furgonetkę Taylora na bok.Śmiesznie było jak kiedyś tego samego dnia wszyscy trzej zaprosili mnie na bal absolwentów.Myślałam, że nie wytrzymam.W chwili obecnej śmieję się z tego, ale wtedy byłam naprawdę wściekła.-Renesmee podziękowała mi za opowieści po czym usnęła w moich ramionach.Była już pora na nas ,więc wróciliśmy do naszego kamiennego domku.Następnego dnia wstaliśmy i poszliśmy do domu Cullenów.W drodze Renesmee uczepiła mi się pleców mknęłam z nią przez las.Była wesoła, ponieważ wygrywałyśmy wyścig z Edwardem.Najbardziej podobał jej się skok przez rzekę, a, że było gorąco jej tata , a mój mąż ochlapał nas wodą mocno w niej stąpając.Udawaliśmy również Johna z dżungli wisząc i skacząc po drzewach. Było cudownie znów czuć podmuch wiatru we włosach.Przypomniała mi się chwila, gdy po raz pierwszy go doświadczyłam.Byłam wtedy z Jacobem, który teraz jest cały czas u swojego ojca.Rekompensuje mu swój nagły wyjazd, lecz dzisiaj znów do nas przyjeżdża.A wracając do tematu jeździliśmy wtedy na motorach, gdy Edwarda przy mnie nie było.W domu jak się tego spodziewaliśmy był Jake.Renesmee rzuciła się mu na szyję i powiedziała o przyjęciu.Następnie w organizacjach imprezy towarzyszył również jej wilczek ,niestety Alice pozwoliła mu tylko słuchać, ponieważ nie ma gustu.Jeszcze w ten sam dzień moja przyszywana siostra zadzwoniła do wszystkich przyszłych gości przyjęcia i ich zaprosiła.Dzień zleciał naprawdę szybko.-Wiesz co kochanie?- zaczął Edward. -Tak? -Bardzo mi imponujesz.-zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. -Naprawdę.Nie wiedziałem, że tak łatwo przyjdzie ci się kontrolować przynajmniej przez rok.Moje przypuszczenia okazały się całkowicie błędne.Odrazu po przemianie się kontrolowałaś,raz zrezygnowałaś z polowania, a czułaś zapach ludzkiej krwi,co powinnaś ich zabić i zostawić bez ani jednej kropli krwi w organizmie, a nie wstrzymywać powietrze i uciekać od źródła smakowitej woni.-wydusił jednym tchem. -Ciii.Mówiłam ci, że w lustrze zobaczę takiego wspaniałego człowieka jak ty. -Nie porównuj mnie do ciebie.Nie dorównuję ci. -Nieprawda-zaprzeczyłam.Następnie pocałowaliśmy się na zgodę i kolejny dzień dobiegł końca.

BellaSwan

BellaSwan

ja pierdole

Obserwowani (0)

Nikogo nie obserwuje

Obserwujący (24)